Wspomnienia spod zapory

Coraz mnie osób pamięta jak wyglądał przed zalaniem teren dzisiejszego Jeziora Mucharskiego.

Zbiornik na dobre wrósł już w krajobraz naszego regionu. Choć wszystko wydarzyło się stosunkowo niedawno, coraz mnie osób pamięta jak wyglądał teren zalany dziś przez wodę. My przytaczamy wspomnienia Pani Kazimiery z Mucharza, która po wysiedleniu zamieszkała w Czechowicach-Dziedzicach.
 
Kto nie przeżył powodzi, nie mieszkał nad rzeką, która wylewała, ten nigdy nie zrozumie co to jest powódź; przeżywałam to od dziecka i wiem co to jest. Woda potrafiła zabrać wszystko. Mój tata był leśniczym w Mucharzu, a przed wojną zarządcą w majątku Habsburga. Leśniczówka, w której mieszkaliśmy była kopią tej, która do dzisiaj stoi w Międzybrodziu Żywieckim. Stała za zakrętem rzeki na pograniczu Poręby i Mucharza. Dom stał na wzniesieniu, a stodoła i obora poniżej. Gdy zbliżała się powódź, sąsiedzi brali od nas – na przechowanie – krowy, świnie i króliki. Kur nie brali, bo właziły wtedy na grzędę. Jedzenie dostarczano nam amfibią. Płynąca od Suchej Skawa, gdy przyszła wielka woda, zalewała całkowicie pole rodziców. Nie zostawało nic. Sąsiedzi przywozili nam, jak już było po wszystkim, paszę dla krów i świń. Moi rodzice,w takiej sytuacji, niczego nie dostawali od państwa żadnego odszkodowania czy rekompensaty – tak jak teraz ludzie żądają. Jedynie co, to zwalniano ich z obowiązkowych dostaw, bo z czego miał dać jak woda wszystko zabierała. Jak przez 3 lata nie było powodzi, to mama dziękowała Bogu – dawała na mszę.
Ludzie byli wtedy dla siebie bardziej przyjaźni i w razie kataklizmu czy innego nieszczęścia, jedni drugim, bezinteresownie, pomagali. To była prawdziwa pomoc sąsiedzka – wspaniała więź, która nas łączyła. 
A propos tej więzi. W Mucharzu były dwie szkoły. „Tysiąclatkę” budowaliśmy w czynie społecznym. Później, gdy odbywały się szkolne festyny to w każdym domu coś się działo. W jednym robiono kotyliony, w drugim sałatki, w trzecim pieczono ciasto. Później to wszystko sprzedawałyśmy a pieniądze dostawała szkoła, wszyscy byli w to zaangażowani. Dzisiaj ludzie żyją jakby inaczej, z dala od siebie. 
Dzisiaj jesteśmy rozproszeni. Mucharzanie mieszkają w takich miejscowościach jak Andrychów, Wadowice, Chocznia, Tarnawa czy – tak jak ja – w Czechowicach-Dziedzicach. Gdy zapadła decyzja o budowie zapory i zbiornika, to zaczęli przyjeżdżać do nas dziennikarze i wypytywać nas o obawy z tym związane. Proszę sobie wyobrazić, że wszyscy obawiali się tylko jednego: jakich sąsiadów będą mieć w nowym miejscu.
Z opowiadań starszych ode mnie mieszkańców Mucharza wiem, że o konieczności powstania zapory w tym miejscu mówiono już wiele lat przed pierwszą wojną. Później, po II wojnie, od roku 1950 zaczęto mówić o tym coraz częściej. Jak zaczęła się budowa, to najpierw rozebrali linię kolejową. Pamiętam to dobrze, bo stacja kolejowa była tuż za płotem naszego ogrodu. Ci, którzy wycenili domy przed 1993 rokiem, dużo stracili. Ówczesny wójt Zwoliński zwrócił się o pomoc do posłanki Grażyny Staniszewskiej i zmieniono ustawę wywłaszczeniową. Ja w maju 1994 roku miałam już wycenę według nowych zasad. Amortyzacja była inaczej liczona, a różnica była szalona.
Wójt przestrzegał przed pośpiechem, ale spora grupa ludzi chciała mieć pieniądze szybko. Później mieli o to pretensje, ale sami byli sobie winni. Dotknęło to między innymi mojego kolegę, ale on winił za ten pośpiech samego siebie.
Wiele, jeśli chodzi o wycenę zależało od biegłego, a pracowało ich tu bardzo dużo. Ja miałam biegłego z Bielska-Białej, który był bardzo rzetelny i skrupulatny. Po wycenie i wypłacie pieniędzy mieliśmy 2 lata na wyprowadzkę. Ja wyprowadziłam się w maju 1996 roku. Za otrzymane pieniądze od razu kupiliśmy dom w Czechowicach-Dziedzicach, a dla syna mały domek w Choczni. Oba już wcześniej sobie upatrzyliśmy. Uznałam, że trzymanie pieniędzy na książeczce nie ma sensu. Uznałam, że pare procent odsetek, które można było zyskać nas nie zbawi, a sprzedający dom może przecież podnieść cenę. Od razu zapłaciłam gotówką i mieliśmy czas (2 lata) na remont. Mój mąż był złota rączką i wszystko zrobił sam, w środku domu i na zewnątrz. Nie narzekałam i nie narzekam. Jedynie co, to tęsknię za Mucharzem i Wadowicami – tam się urodziłam, chodziłam do szkoły, pracowałam.
 
Wspomnień Pani Kazimiery wysłuchał Krzysztof Kozik
 


Lista Wydarzyło się kiedyś…
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama